No cóż – nadal zasilam tego bloga sam bo Tubularek zajął się szukaniem zdjęć nocnego Wałbrzycha albo testowaniem zupełnie nowej wersji przeglądarki HutuButu 2.0 albo słuchaniem Howarda Jonesa z 1985 roku.
Na pewno zostanę przez niego objechany za wkładanie nieładnych graficznie linków do klipów albo za komentowanie jego nieobecności na blogu, ale jak na razie ten blog nie poddał się cenzurze i jego twórca (czyli Tubularek będący częścią duetu artystyczno-dyskusyjnego „Pol-Arek”) pozwala mi na te wszystkie herezje gdyż nie lubi kneblowania wolnych mediów.
Ja piszę, Tubularek szuka i słucha, a w międzyczasie wspominam Hotel Sudety i jego monumentalną bryłę. Przypominam sobie chodzenie do hotelowej restauracji na alkohol w ramach zajęć. Pamiętam też moje jedyne śniadanie zjedzone w tej knajpie w momencie desperacji (miałem 1 dolara, którego w recepcji wymieniłem na złotówki i za te pieniądze zafundowałem sobie jajecznicę). W mojej pamięci kołacze się także jeden raz kiedy siedząc tam i pijąc chyba piwo obserwowałem i słuchałem siedzących obok przy stoliku tzw. członków popularnego bandu rockowego Sweet Noise. Sprawiali wrażenie jakby w ciągu swojego całego życia nauczyli się tylko i wyłącznie zwrotów w rodzaju: „A wiesz chuj, że on tam zjebał wszystko w pizdu” lub „Pierdolę takie coś, przecież chujowa sprawa, że ten kutas pojebał kurwa wszystko i ochujał”. Glaca (czyli śpiewak Sweet Noise) jest dla mnie OK. gościem, ale jakoś tak wtedy nie mogłem się skupić na piwie bo trudno mi było ustalić tok rozmowy z powodu natłoku „kurwów” i „chujów”. Tak bywa.
Sudety to był socjalistyczny hotel z socjalistyczną imażerią, ale miał swój urok. Moi znajomi, którzy dawno dawno temu mieli tam praktyki ze swojej szkoły hotelarskiej opowiadali jak to goście zamawiali tzw. szampana do pokoju, po czym obsługujący danego gościa koleś biegł do pobliskiego monopolowego, nabywał drogą kupna napój marki „Sowietskoje Igristoje”, gonił z nim do pokoju gościa i inkasował kilka razy tyle co cena tego szampona w sklepie. Wzruszające. Kiedyś czytałem o wydarzeniu, którego bohaterem był Paweł Mścisławski, pierwszy basista Lady Pank. Otóż Mścisławski, posiadający w tych czasach świetności zespołu pseudonim „Kapiszon” raczył był wejść z ulicy do hotelowego holu przez szklane drzwi. Słowo „przez” jest tutaj użyte w sensie dosłownym gdyż Kapiszon będący pod tzw. wpływem nie zauważył szklanych drzwi i wtarabanił się do holu rozwalając dzrwi w drobny mak.
Inna historia z Lady Pank zdarzyła się kiedy indziej po koncercie zespołu w popularnych wałbrzyskich dwunastkach, ale o tym inną razą. Także o dwunastkach gdyż warte są większego zachodu i opisania. Nie wiem czy Tubularek kiedykolwiek był w dwunastkach i będzie miał coś do powiedzenia na ten temat, ale ja spróbuję kiedyś coś o tym napisać.
środa, marca 14, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
hej! zajrzyj tu: http://parnas.pl/index.php?co=talenty&id=29
Witam.
Chciałem zapytac, czy może nie macie jakichś zdjęć, filmików na temat dawnego hotelu Sudety.
Z filmu zamieszczonego na stronie Wałbrzycha wynika, że hotel ten był przepiękny, ale jak to wyglądało za czasów swojeej świetności??
Pozdrawiam,
Adam J
Prześlij komentarz