piątek, maja 16, 2008

Przenośne Życie czyli Życie W Przenośni

Życie przenośne.

Moje. Przeniosłem sie w ciągu 5 lat w Wałbrzychu z akademika na Lenina do interantu na Internatowej, następnie zuruck (kein zuruck!) na Lenina która zaczęla żyć nowym życiem pod wezwaniem Andersa.
Następnie przeniosłem się do Sasanki w Szczawnie gdzie kilkukrotnie przenośliliśmy sie ze względu na jakieś remonty do Szarotki, skąd przeprowadziłem się do parku w Szczawnie kiedy wylali mnie za krnąbrność i niezależność mysli z Sasanki, poczem udałem się i przeniosłem do Richarda B. na jedną noc który to człek poratował mnie z opresji a przy okazji pieknie grał "Kanon" pachelbelowski na skrzypcach.
Przeniosłem się zaczem na ulicę Krótka do Szczawna a następnie na Klonową. Skąd ostatecznie po roku sie wyniosłem konczac moja Odyseję wałbrzysko-szczawieńską - do Wrocławia.

Pawła. Mieszkając w Szczawnie dostrzegałem, że Pawełek w ciągu dnia wykazywał dużą przenośność - w pokoju nie zostawiał niczego a wszystko co miał czyli atramentowe dżinsy, koszule w kratkę i Hattricka - przenosił ze sobą - a to do radia wałbrzyskiego a to do Gośki , a to w dowolne ine miejsve gdzie akurat jego mobilna dusza zaniosłą jego rosłe ciało.

Na Klonowej mieliśmy zresztą okazję gościć szalenie wtedy przenośnego Piwa - który nafajczony rysował dziwne rozwiązania do zadań matematycznych Olki na drzwiach wejsciowych do mojego pokoju. Piwo- dziś jak sądzę nadal dość przenośny- gości jak 3/4 Polski na naszej-klasie ale wzgardził moim zaproszeniem do grona znajomych- nie wiedzieć czemu- być moze ma innych przyjaciół i guru życiowcyh niż wtedy , być może winne są fale radiowe zaśmiecające przestrzeń nawet w dolinie Rospudy, temu że ludzie zmieniają się w...
Ale wracając do tematu przenośnosci naszych żywotów przyp0minam sobie jeszcze nieustanny ruch i przenoszenie Pawła i jego kompanii wesołej z ulicy Andersa - to tu to tam -w "maluchu" Anity.

Nasze życia były tyleż przenośne i ubogie w materię co nieruchome jeśli zważyć niezmieniającą się dość oplakaną sytuacje szczególnie moją oraz bogate w nadzwyczaj obfite duchowe i emocjonalne doznania.

Nie umiem dziś ocenić czy to było życie, czy życie w jakiejś życia przenośni. Czy przenosząc się i swoje ciała i discmana kanadyjskiego z Johnem Foxxem w kieszeni i sercach- byliśmy bardziej żywi niz jesteśmy dziś-czy żyliśmy w bezruchu czekając na koniec przenośni i początek dosłowności?

Dosłowność nas na pewno wtedy nie charakteryzowała- dość spojrzeć na nasze zdjęcia z tamtego okresu.

Tacy byliśmy w Wałbrzychu. Ja , Paweł i jego discman Panasonic z Kanady.

Przenośni w przenośni.