Drugi raz pojawia się Cocteau Twins. Na początek i na koniec Szczawna grało mi Cocteau. Na początek - kiedy zamieszkałem w Sasance , jeden z jej mieszkańców pokazał mi kasete cocteasów - nie bardzo znałem tę muzykę, jednak kilka tygodni później chwyciłem starą czarną kasetę TDK i poleciałem po raz pierwszy do pana Skorpiona w legendarnej i wspominanej wielokrotnie w tym blogu wypożyczalni "Scorpion" w Wałbrzychu aby nagrać "coś" z dyskografii Costeau. Padło na "Heaven or Las Vegas " i "Blue Bell Knoll".
I wpadłem po uszy w te dźwięki - hity w rodzaju "Carolyn's Fingers " i "Iceblink Luch" oczywiście zachwyciły od razu a najbardziej do Szczawna z wtedy jako swoista ścieżka dźwiękowa mojego własnego filmu do dziś dnia pasuje cudowny "Ella Megalast Burls Forever" - i bardziej całe "Blue Bell Knoll" niż "Heaven or Las Vegas".
O pocałunkach i mleku i przenikającej moje późniejsze życie w Szczawnie muzyce z "Four Calendar Cafe" i szczególnie "Milk and Kisses" już wspominałem wcześniej w jednym z postów - wystarczy powiedzieć że "Seekers Who Are Lovers" i "Treasure Hiding" są dla mnie jak Pijalnia Wód i Wieża Anna - nierozerwalnie związne ze wspomnieniem Szczawna...
Ella Megalast Burls Forever. For Ever...
niedziela, sierpnia 17, 2008
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)