wtorek, stycznia 08, 2008

More Than a Feeling czyli Modne Fryzury Sportowe

Przechadzaliśmy się z Pawłem pewnego dnia po ulicy, I jakoś tak przypomnieliśmy sobie to co pewnie wcześniej obaj zauważyliśmy juz kiedyś.

Na ulicy Lenina/ Andresa lub już po szczawieńskiej stronie – na ulicy Solickiej był i nadal - jak donosi Paweł często tam wciąż obecnie przejeżdżający swoim w ipodowe wejście wyposażonym Hyundaiem – jest, malutki zakład fryzjerski z wejściem „po schódkach” jak to mawiają w Sieradzkiem. W zmatowiałym oknie tego zakładu , wśród licznych padłych wysuszonych much i jakichś wyblakłych plastykowych ornamentów rodem z wiejskiego odpustu ustawione było i dumnie zakład reklamowało oprawione w drewnianą polakierowaną ramkę śliczne czarno białe zdjęcie w chrakterystycznej dla lat 50 – tych manierze wykonane przedstawiające imponującego pana, w typie hybrydy przodownika pracy z Nowej Huty i Orlando Blooma wyposażonego w piękną – jak głosił napis na zdjęciu – modną fryzurę sportową.

Pan, fryzura, kompozycja z fotografią w witrynie fryzjerskiego zakładu, a wreszcie litery głoszące potęgę i chwałę cechu fryzjerskiego kreującego tak stylowe koafiury na głowach wysportowanych modnych panów – zwinęliśmy się ze śmiechu w rezultacie tego nagromadzenia doznań estetycznych . Postanowiliśmy odkupić tę potencjalnie kultową ikonę fryzjerskiej gildii lecz nie udało się Pawłowi przekonać wlaściciela do sprzedaży klejnotu sztuki fotograficznej. Dzisiejsi dizajnerzy, fotograficy tudzież inne kreatywne japuchy mogłyby sporo skorzystać studiując z uwagą detale i całość tej frapującej kompozycji.

Temat modnej fryzury sportowej powrócił w mych wspomnieniach ostatnio z mocą gdym obejrzał mocno ostatnio ekploatowany na kanale VH1, w paśmie oldschoolowym klip do wyśmienitego kawałka grupy Boston – „More Than a Feeling”.

Oto bowiem średnia fryzur panów z owego Bostonu - szczególnie fantastycznie kudłatego perkusisty - to wypisz wymaluj moja fryzura w okresie największego rozkwitu i wspaniałości – a miało to miejsce w latach już przecież 90-tych. Słusznie po latach Pawełek zauważył że włos mój na zdjęciach z tych lat jakby przenosił widza tychże fotografii kilka dekad wstecz. Jakoś tak z rozpędu i zapomnienia wyjechałem - jak przystało na jedynaka i mizantropa ascezującego i alienującego się znacznie – z lat 70-tych i z impetem wpadłem na środek lat Nirvany i Nine Inch Nails z fryzurą stanowiącą naprawdę coś znacznie więcej niż zwykły „feeling”. Wąs niewątpliwie też urozmaiciłby mój wizerunek już wkrótce ale życie zakręciło mną, moją głową i pewnego dnia w jakiejś desperacji gdzieś tak około 1995 roku pozbyłem się mojej modnej sportowej fryzury bezpowrotnie w zakładzie fryzjerskim na dworcu PKS w Miliczu.

Po latach zakola i rzednące włosy na czubku głowy nie dają mi już takiego „feeling’u” – pozostaje tylko powrócić pamięcią do zdjęć z wejścia na Borową, wspomnieć fryzjera z pogranicza Wałbrzycha i Szczawna , no i dać czadu z „air-guitar’em” przed telewizorem słuchając Bostonowego „More Than a Feeling”...

 
                                                        “I woke up this morning and the sun was gone,
Turned on some music to start my day.
I lost myself in a familiar song,
I closed my eyes and I slipped away.
It's more than a feeling (more than a feeling)
When I hear that old song they used to play (more than a feeling).
I begin dreaming (more than a feeling)…”

Przyjaciel wyrzucony po raz pierwszy.

Paweł's Theme

Stało się pewnego dnia,że Paweł został bez dachu nad głową. Prawie - bo gdzieś tam mieszkał. Mieszkał chyba wtedy u pani Bala-Bala - jak o niej mówiliśmy. Ten pobyt zasługuje na osobny wpis. Zostawiam go Tobie Patricku.

A może Paweł zamieszkał u pani Bala-Bala jednak później... ?
Przydarzyło się mi podówczas mieć gest i być wspaniałomyślnym wobec mojego druha , który , warto o tym wspomnieć, szczycił się znajomością biegłą języka angielskiego uzyskaną podczas oglądania w telewizorni wiadomości CNN .
Paweł wkroczył więc na me zaproszenie do przeze mnie wynajmowanego pokoiku na ulicy Krótkiej w Szczawnie. Wkroczył i od razu zajął moje miejsce w foteliku przy oknie.
Dobre serce podpowiadało mi by nie zauważać okruchów zostawianych prze druha wokół stoliczka. Zresztą Paweł nie był szczególnie uciążliwym współlokatorem - jeśli nie liczyć sapania w nocy na sąsiednim łóżku- można było się przyzwyczaić.

Hanna's Theme

Hanna - miała się pojawić później jako właścicielka kolejnej przez nas wynajmowanej stancji , jednak w czasie gdy mieszkaliśmy na Krótkiej tekst "Siedzę w wannie i myślę o Hannie" miał dopisek "Gronkiewicz - Waltz" na pewno . Był jednak to tekst proroczy - jakoż niewiele miesięcy później wynająłem pokój u pani Hanny właśnie...

Paweł's Theme 2

Polityka? Waśnie? Wałesa? Kwaśniewski? Plakaty?Być może a nawet na pewno tak - ale prawdziwa przyczyna naszego rozejścia się wtedy i tam była głębsza. O, zaiste była to przyczyna głęboko w nas leżąca.

Byliśmy nią my- tacy jacy byliśmy. Nie do pojęcia. Nie do przyjęcia.

Rzecz wyglądała - z mojego punktu widzenia tak oto:

Pewnego dnia wróciłem do pokoju. Paweł jak zwykle przygarbiony siedział i całym swoim zwalistym pawłowatym korpusem zdawał się wypełniać całą przez mnie uczciwie i w oczywisty sposób zawłaszczoną przestrzeń. Drażniły mnie tego jego szerokie plecy i ta przykurczona sylwetka pochylona albo nad kolejnym wierszem a może konspektem przygotowywanym w związku z pracą w radiu BRW czy jakimś tam innym.

Być może pochłaniał łapczywie jakś bułę z serem, może siorbał - jak miał w zwyczaju - jakąś lurowatą niedoparzoną herbatkę. Może ... Nie wytrzymałem...

Dość powiedzieć że tego dnia nad przyjacielem wziął górę podły egoista co to siedział przyczajony gdzieś w czeluściach mojej pokręconej osobowości w wyniku czego przygarbiony i jakoś tak smętny i pogodzony z lodowatym losem i kolegą Paweł wyleciał z mieszkanka na Krótkiej.

Milczenie. Cisza. Chłód. Jak w małżeństwie przetrwaliśmy kolejne tygodnie - obojętnie się ignorując spotkawszy przypadkiem na ulicy. Harde usposobienia obu nas wespół z tendencją do wyolbrzymiania i rozdrapywania co rusz i co chwilę dawno zaleczonych ran - długo nie pozwoliły nam się do siebie odezwać. Mieliśmy te swoje 24 i 23 lata i nastukane w główkach jak przystało na kompulsywnych palaczy Pall Malli i depresyjno maniakalnych słuchaczy Marca Almonda.
Paweł zatem wyleciał. Kilka tygodni póżniej - ja też.
Ponownie spotkaliśmy się na Klonowej. ten temat rezerwuję Szanowny Kolega dla siebie. Na Klonowej...

Supron's Theme

Supron? Sądzę że temat Suprona pojawił się później nieco i dotyczył nie podobizny E. Fraser lecz mojego portretu wykonanego techniką mieszaną w manierze prymitywistycznej stylizowanej na dzieła kultury helleńskiej przez jedną z moich ówczesnych uczennic. Oba jednak obrazy - i Supron-ja i E.Fraser - też ja, miały w sobie jakąś szczególnie sugestywną moc estetyczną która tak głęboko zapadła w pamięci Patricka - Pawełka.
Dziękujęmy za pamięć Pawełku!
Dziękujemy Ci - ja z Supronem i Elką Fraser.


Siedzę w wannie, myślę o Hannie

Mówiąc „Szczawno” nie można nie wspomnieć trochę więcej o rockowej stancji. Mieszkał tam jakiś czas Tubularek. Jego spokojny żywot niezmącony żadnym niespokojem został jednak pewnego dnia zakłócony gdyż pojawiłem się tam ja. W tym czasie poszukiwałem swego miejsca na Ziemi (czyli stancji) i kiedy pewnego razu po kolejnej porażce błąkałem się po Szczawnie niczym żółw z wypełnioną dobytkiem torbą Tubularek w swej wspaniałomyślności przyjął mnie czasowo pod swe rockowe poddasze. Pokój, który zajmował nie grzeszył wielkością, więc zapowiadało się, że będzie zabawnie i rzeczywiście tak było. Nie pamiętam jak długo tam mieszkałem (pewnie z miesiąc - może Tubularek będzie w stanie sobie przypomnieć), ale był to okres wesoły, ciekawy, pełen krzyków i trzaskania drzwiami.
Z racji tego, ze wspólnie w Tubularkiem tworzyliśmy mieszankę mocno wybuchową, a ponadto owo rockowe lokum było de facto lokum Tubularka tak więc mniej więcej co 2 dni byłem wyrzucany przez Tubularka z naszej rockowej stancji. Nie miałem się gdzie wynieść i tak naprawdę kiedy już tam zakotwiczyłem to moje poszukiwania nowego miejsca zdecydowanie straciły swoją wcześniejszą dynamikę. W związku z tym pretensjonalne i teatralne w gestach żądania wyniesienia się skierowane przez Tubularka w moim kierunku nie odnosiły skutku i za każdym razem jednak zostawałem po czym zajmowaliśmy się gadaniem o sprawach ważnych oraz słuchaniem Cocteau Twins.
Również tam miał miejsce wspominany przeze mnie już wcześniej epizod „wyborczy” kiedy to pewnego dnia Tubularek przytaskał do naszego pokoju całą masę nalepek i ulotek wyborczych okraszonych wizerunkiem dobrodusznego elektryka wystawiając je w każdym miejscu pokoju. By zachować równowagę światopoglądową tego miejsca na drugi dzień udałem się do sztabu wyborczego SLD, gdzie zrobiłem awanturę, że przecież „wybory tuż tuż, a Kłodzko nie dostało żadnych materiałów i czy ja naprawdę muszę przyjeżdżać taki kawał drogi po jakieś cholerne ulotki”. Panowie rozdziawili buzie i przepraszając za zamieszanie wręczyli mi pakiet materiałów propagandowych z wizerunkiem uśmiechniętego Aleksandra. Z tymi materiałami udałem się do naszej rockowej stancji i czekając na przybycie mojego współlokatora porozwieszałem je we wszystkich wolnych miejscach, których nie zajmował jeszcze dobroduszny elektryk. Przybycie Tubularka zwiastowało kłótnię. Tak też się stało: nie szczędziliśmy sobie nie tylko uwag politycznych, ale i również światopoglądowych tak więc nasza burzliwa konwersacja przebiegała nader ciekawie. Oczywiście jak zwykle w takich przypadkach nasza awantura zakończyła się najpierw stanowczym żądaniem Tubularka bym czem prędzej opuścił „jego” stancję, ale nie zastosowałem się do jego poleceń zwłaszcza, że było ciemno i późno, a jak wiadomo nie jest to najlepsza pora na pukanie do drzwi domów i zadawanie filozoficznych pytań w stylu „Czy nie mają Państwo do wynajęcia jakiegoś pokoju ?”. Nasza polityczna kłótnia miała miejsce w 1995 r. niedługo przed wyborami prezydenckimi, w których Aleksander pokonał Lecha.
W ramach pobytu w rockowej stancji można było korzystać z łazienki, która była chyba większa niż nasz pokój. Często zdarzało się, że opuszczając pokój w celu zażycia kąpieli Tubularek zostawiał na łóżku kartkę z hasłem „Siedzę w wannie, myślę o Hannie”. Chodziło o Hannę Gronkiewicz-Waltz, która nie wiem kim wtedy była, ale teraz jest prezydentem Warszawy. Ten napis nie miał oczywiście wyrażać żadnych poglądów Tubularka, a tylko w prosty sposób miał zawiadamiać przybyłych kolegów i koleżanki o tym, że lokator pokoju jest na obiekcie, ale obecnie przebywa w „pokoju kąpielowym” (oprócz wanny we wspomnianej łazience znajdowało się również ogromne lustro oraz coś w rodzaju sofy co pozwala rozszerzyć określenie „łazienka” na „pokój kąpielowy”). „Hannie” idealnie rymowało się z „wannie” i nie było w tym żadnych podtekstów erotycznych ani politycznych.
Inne wydarzenie związane było bezpośrednio ze: sztuką, sportem oraz muzyką.. Pewnego razu po powrocie z pracy Tubularek pochwalił mi się namalowanym przez siebie portretem. Dumny ze swojego dzieła zapytał kogo, według mnie, przedstawia ów portret. Spojrzawszy na stojące na półce dzieło sztuki spostrzegłem uderzające podobieństwo do niejakiego Komara Władysława, słynnego polskiego kulomiota, ale w związku ze swoją całkowitą ignorancją w kwestiach sportowych uznałem, że osobnik na portrecie to niejaki Supron Andrzej, zapaśnik. Okazało się jednak, że malując swe dzieło Tubularek nie miał na myśli ani Suprona ani Komara, a bladolicy wizerunek szansonistki brytyjskiej Elisabeth Fraser udzielającej się w duecie Cocteau Twins. Przez resztę wieczoru zastanawialiśmy się czy mając na myśli Suprona chodziło mi o Suprona czy może jednak o Komara. Od tego czasu zawsze spoglądając na portret stojący na półce mówiliśmy: „Supron”.