Mając się uczyć a nie ucząc się spędziliśmy część wieczoru w knajpie zwanej Ósemką a mieszczącej się w podziemiach bystrzyckiego ratusza. Kolejną częśc wieczoru spędziliśmy już na miejscu w domu spożywając markowe Vino Sante wspomniane przez Tubularka.
Butelka po tym winie przeleżała w szafie 13 lat. Została nienaruszona. Taka sama jak wtedy gdy mieliśmy po dwadzieścia kilka lat i śmialiśmy się inaczej niż teraz. Z tymi samymi napisami wszystkich uczestników tej wyprawy. Było lato, wieczór był ciepły. Później poszliśmy spać by rano udać się w podróż do Wałbrzycha. Anita spała w moim pokoju, a my we trzech w dużym pokoju z balkonem, z którego rano Tubularek oglądał widok na park i basen. Ale zanim Tubularek zachwycił się wspaniałym balkonowym widokiem z kwatery głównej to była 6 rano i spaliśmy wszyscy snem ludzi przygotowujących się do wyjazdu do Wałbrzycha na egzamin.
I wtedy przyszedł zdun. Zadzwonił do drzwi jak to zdun czy jak to każdy kto przychodzi do czyjegoś domu w jakiejś sprawie. Otworzyłem drzwi i ujrzałem krzepkiego człowieka (pewnie z wąsem), który zakomunikował mi krótko i po żołniersku "Zdun jestem" i minąwszy mnie w drzwiach udał się w kierunku pokoju, w którym spaliśmy we trzech niczym trzej młodzi muszkieterowie. Na drodze zduna do pieca rozłożona była tzw. amerykanka, na której snu zażywał Tubularek. Zdun zręcznym i długim krokiem przeszedł nad nieco wybudzonym jestestwem Tubularka i dopadł do upragnionego pieca. Muszę nadmienić, że nie miałem pojęcia kim jest ten człowiek (no wiem, że był zdunem, ale w pamięci czy świadomości nie mogłem dokopać się do informacji po co zjawił się 6 nad ranem w naszym domu) i dlaczego zaczyna pracę tak wcześnie. Później kiedy już obudziłem się na tyle, żeby świadomość zaczęła mi pracować przypomniałem sobie, że zdun miał przyjść w celu oględzin pieca w celu jego przebudowania. Ale wcześniej kiedy zdun przesadzał wielkim susem spoglądającego na niego z dołu śpiącego Tubularka nie wiedziałem co to za dziwny człowiek nawiedził z rana nasze towarzystwo.
A później Tubularek wyszedł na balkon i zobaczył ten widok.
A później pojechaliśmy do Wałbrzycha. A butelka Vino Sante wraz z zapakowanymi w niej jak dobry dżin wspomnieniami została w szafie na 13 lat.