środa, listopada 17, 2010

Pamiętam...

"(...)A tenement, a dirty street
Remember worn and shoeless feet
Remember how you stood to beat
The way your life had gone
So pearly don't you shed more tears
For those best forgotten years
Those tenements are memories
Of where you've risen from..."

sobota, października 30, 2010

Słowa o Wałbrzychu...

6 października 2006 pojawiły się tu pierwsze słowa pamięci o czasie spędzonym w Wałbrzychu w latach 1991-96. O czym były to słowa? Jakie słowa? Poniżej te które występowały najczęściej. Esencja naszej pamięci. 
Taki to chyba czas ten przełom października i listopada kiedy wspominamy co odeszło w przeszłość ale nie w niepamięć. Trzy lata szukaliśmy słów i zachowywaliśmy je na czas gdy już nas pamięć zawiedzie. 
Słowa o Wałbrzychu...


środa, lipca 14, 2010

No Regrets

W słońcu, po latach zobaczyłem moje dawne wspomnienia. Zeszło jakoś tu i tam tych lat 12 a może i - 13 odkąd wyjechałem białym mercedesem taxi spod domu na Klonowej w Szczawnie, wsiadłem do pociągu na dworcu Wałbrzych Miasto i rozpocząłem drogę do siebie takiego jakim jestem dzisiaj.
Nic nie zmieni faktów jakie miały miejsce tam wtedy. Realizm czterdziestolatka surowo ocenia bierność i bezproduktywne tkwienie w miejscu jakie wówczas sobie zafundowałem.
Byłem młody. Szczawno, Wałbrzych - nie były miejscami twórczymi w moim życiu. Ale gdyby nie te miejsca - pełne prawie narkotycznego zapomnienia, dziwnych spóźnionych zakochań, życia na granicy snu - nie wiedziałbym każdego dnia później czego mam się wystrzegać.
Wałbrzych - dziś wiem o tym na pewno - zakończył moje długie dzieciństwo. Nawet nie młodość - bo przecież ta trwa po dziś dzień :-)! Dzieciństwo. Pełne rozdarcia - chęci powrotu do Milicza i chęci nowego, niejasnego i niezaplanowanego wtedy wciąż - życia dorosłego. Szczawno było moją ostatnią piaskownicą za którą łkałem jeszcze długo.
Kiedy w 2006 roku zacząłem pisać ten blog wspomnieniowy - miałem już za sobą tak dużo życia w którym realizować mogłem siebie prawdziwego, iż z uśmiechem już tylko i coraz bardziej blednącymi obrazami wspomnień postanowiłem napisać co uda mi się przypomnieć. Co ważne - pozytywnego.
Do Wałbrzycha przez lata wrócić nie było mi po drodze, później - nie chciałem bojąc się - jak sądziłem - zbudzić złe wspomnienia, jeszcze później zupełnie stało mi się to obojętnym i wreszcie po zupełnym wręcz zapomnieniu zacząłem wiedziony bardziej ciekawością niż sentymentami (bo ich nie miałem już) szukać kontaktu z dawnymi kolegami, wiadomości o Wałbrzychu w sieci. Jako że było to tuż przed eksplozją serwisu nasza-klasa - poszukiwania Mariusza K. czy Piotra G. (Hazbongów) trawły dość długo zaś pierwszy mail dostrczył mnóstwa radości. Nasza-klasa - po długiej euforii - choć przywróciła nas wielu sobie - wykazała często że nasze znajomości i przyjaźnie nie dorastały razem z nami i dziś już tylko wspomnienie nas młodych i naszej przyjaźni równie młodej to za mało by dać nam inspirującą, konstruktywną siłę do dalszego kontynuowania znajomości.
Byliśmy tam i wtedy. I - by nie żałować niczego i nie przeżywać rozczarowań po latach - zostwamy siebie z naszymi przyjaźniami i zakochaniami tam gdzie wszyscy mamy te swoje 23 lata. Jest tam nam (im?) dobrze choć pewnie wiele moglibyśmy dziś patrząc z wysokiej góry lat na którą udało nam się wspiąć, sami sobie wytknąć i poprawić by unikąć tego co przyjść miało a oczym naiwni wiedzieć jeszcze nie mogliśmy. Niech tam zostaną.

W słońcu zobaczyłem więc Szczawno , Wałbrzych i Książ. Podzieliłem się tym wspomnieniem bez ckliwości niepotrzebnej z najbliższymi dziś osobami - żoną i mamą.
Przeszliśmy ścieżkami na zboczach doliny Pełcznicy gdzie z Piotrkiem G. i Pawełkiem lata temu romantycznie się szwędaliśmy. Usiadłem na kanapie przy kominku przy którym przykucnąłem podczas studniówki w 1996 roku na zamku Książ... Przeszliśmy się po parku szczawieńskim, obeszliśmy prawie całe uzdrowisko. I dobrze było zobaczyć te miejsca - te same, prawie takie same lecz piękniejsze, pełne życia i nowych i starych ludzi.
Przejeżdżając koło dawnej "Sasanki"- jak pięknie dziś odnowionej - wrzeszczałem jak kibic na meczu. I miło było zobaczyć te miejsca - bez szarpania w sercu, bez duszących reminescencji, bez żalu, bez poczucia straty.
Może tylko raz emocje wzięły górę - bo i tyczyły tej dobrej strony mnie wówczas. Nie potrafiłem sobie odmówić przyjemności aż dwukrotnego przejechania trasy moich codziennych biegów gdym mieszkał na ul. Kolejowej 27 w Szczawnie. Trasa - opisana w tym blogu na samym jego początku - dziś nadal, o zachodzie słońca urzekała nas nadzwyczajnym pięknem. Choć już jej nie przebiegłem a tylko przewiozłem rosłe me ciało w aucie - ciągle wydała się inspirująca i porywająca wyzwaniem fizycznym jakie stanowiła i estetycznym pięknem okolicy. I paradoksalnie - to dziś dopiero, po latach pierwszy raz miałem okazję zatrzymać się przy, i dobrze przyjrzeć się pomnikowi poświęconemu Ułanom Nadwiślańskim - nigdy wówczas jakoś do niego nie dotarłem na spokojnie choć prawie codziennie kilka metrów obok niego przebiegałem.
Jadąc do Wałbrzycha w lipcu 2010 roku zobaczyć to miejsce tak jak je zobaczyłem pierwszego dnia gdym tam przyjechał w 1991 roku. Zobaczyć i polubić. Tak jak wtedy - z tą różnicą że wtedy po raz pierwszy i dość naiwnie a dziś - znów i świadomie lecz bez odrobiny żalu. I tak się stało. To była piękna wycieczka. Na pewno to wrócimy. Do Wałbrzycha i Szczawna lecz już nie do wspomnień...
Gdyby ktoś zapytał mnie dziś czy żałuję tamtych dni - moja odpowiedź brzmiałaby - nie...
Gdyby ktoś zapytał mnie czy chciałbym by te dni wróciły - odpowiedziałbym - nie.


"(...)I've no regrets, no tears goodbye
Don't want you back, we'd only cry, again
Say goodbye, again
(...)"