W słońcu, po latach zobaczyłem moje dawne wspomnienia. Zeszło jakoś tu i tam tych lat 12 a może i - 13 odkąd wyjechałem białym mercedesem taxi spod domu na Klonowej w Szczawnie, wsiadłem do pociągu na dworcu Wałbrzych Miasto i rozpocząłem drogę do siebie takiego jakim jestem dzisiaj.
Nic nie zmieni faktów jakie miały miejsce tam wtedy. Realizm czterdziestolatka surowo ocenia bierność i bezproduktywne tkwienie w miejscu jakie wówczas sobie zafundowałem.
Byłem młody. Szczawno, Wałbrzych - nie były miejscami twórczymi w moim życiu. Ale gdyby nie te miejsca - pełne prawie narkotycznego zapomnienia, dziwnych spóźnionych zakochań, życia na granicy snu - nie wiedziałbym każdego dnia później czego mam się wystrzegać.
Wałbrzych - dziś wiem o tym na pewno - zakończył moje długie dzieciństwo. Nawet nie młodość - bo przecież ta trwa po dziś dzień :-)! Dzieciństwo. Pełne rozdarcia - chęci powrotu do Milicza i chęci nowego, niejasnego i niezaplanowanego wtedy wciąż - życia dorosłego. Szczawno było moją ostatnią piaskownicą za którą łkałem jeszcze długo.
Kiedy w 2006 roku zacząłem pisać ten blog wspomnieniowy - miałem już za sobą tak dużo życia w którym realizować mogłem siebie prawdziwego, iż z uśmiechem już tylko i coraz bardziej blednącymi obrazami wspomnień postanowiłem napisać co uda mi się przypomnieć. Co ważne - pozytywnego.
Do Wałbrzycha przez lata wrócić nie było mi po drodze, później - nie chciałem bojąc się - jak sądziłem - zbudzić złe wspomnienia, jeszcze później zupełnie stało mi się to obojętnym i wreszcie po zupełnym wręcz zapomnieniu zacząłem wiedziony bardziej ciekawością niż sentymentami (bo ich nie miałem już) szukać kontaktu z dawnymi kolegami, wiadomości o Wałbrzychu w sieci. Jako że było to tuż przed eksplozją serwisu nasza-klasa - poszukiwania Mariusza K. czy Piotra G. (Hazbongów) trawły dość długo zaś pierwszy mail dostrczył mnóstwa radości. Nasza-klasa - po długiej euforii - choć przywróciła nas wielu sobie - wykazała często że nasze znajomości i
przyjaźnie nie dorastały razem z nami i dziś już tylko
wspomnienie nas młodych i naszej przyjaźni równie młodej to za mało by dać nam inspirującą, konstruktywną siłę do dalszego kontynuowania znajomości.
Byliśmy tam i wtedy. I - by nie żałować niczego i nie przeżywać rozczarowań po latach - zostwamy siebie z naszymi przyjaźniami i zakochaniami tam gdzie wszyscy mamy te swoje 23 lata. Jest tam nam (im?) dobrze choć pewnie wiele moglibyśmy dziś patrząc z wysokiej góry lat na którą udało nam się wspiąć, sami sobie wytknąć i poprawić by unikąć tego co przyjść miało a oczym naiwni wiedzieć jeszcze nie mogliśmy.
Niech tam zostaną.W słońcu zobaczyłem więc Szczawno , Wałbrzych i Książ. Podzieliłem się tym wspomnieniem bez ckliwości niepotrzebnej z najbliższymi dziś osobami - żoną i mamą.
Przeszliśmy ścieżkami na zboczach doliny Pełcznicy gdzie z Piotrkiem G. i Pawełkiem lata temu romantycznie się szwędaliśmy. Usiadłem na kanapie przy kominku przy którym przykucnąłem podczas studniówki w 1996 roku na zamku Książ... Przeszliśmy się po parku szczawieńskim, obeszliśmy prawie całe uzdrowisko. I dobrze było zobaczyć te miejsca - te same, prawie takie same lecz piękniejsze, pełne życia i nowych i starych ludzi.
Przejeżdżając koło dawnej "Sasanki"- jak pięknie dziś odnowionej - wrzeszczałem jak kibic na meczu. I miło było zobaczyć te miejsca - bez szarpania w sercu, bez duszących reminescencji, bez żalu, bez poczucia straty.
Może tylko raz emocje wzięły górę - bo i tyczyły tej dobrej strony mnie wówczas. Nie potrafiłem sobie odmówić przyjemności aż dwukrotnego przejechania trasy moich codziennych biegów gdym mieszkał na ul. Kolejowej 27 w Szczawnie.
Trasa - opisana w tym blogu na samym jego początku - dziś nadal, o zachodzie słońca urzekała nas nadzwyczajnym pięknem. Choć już jej nie przebiegłem a tylko przewiozłem rosłe me ciało w aucie - ciągle wydała się inspirująca i porywająca wyzwaniem fizycznym jakie stanowiła i estetycznym pięknem okolicy. I paradoksalnie - to dziś dopiero, po latach pierwszy raz miałem okazję zatrzymać się przy, i dobrze przyjrzeć się pomnikowi poświęconemu Ułanom Nadwiślańskim - nigdy wówczas jakoś do niego nie dotarłem na spokojnie choć prawie codziennie kilka metrów obok niego przebiegałem.
Jadąc do Wałbrzycha w lipcu 2010 roku zobaczyć to miejsce tak jak je zobaczyłem pierwszego dnia gdym tam przyjechał w 1991 roku. Zobaczyć i polubić. Tak jak wtedy - z tą różnicą że wtedy po raz pierwszy i dość naiwnie a dziś - znów i świadomie lecz bez odrobiny żalu. I tak się stało. To była piękna wycieczka. Na pewno to wrócimy. Do Wałbrzycha i Szczawna lecz już nie do wspomnień...
Gdyby ktoś zapytał mnie dziś
czy żałuję tamtych dni - moja odpowiedź brzmiałaby - nie...Gdyby ktoś zapytał mnie
czy chciałbym by te dni wróciły - odpowiedziałbym - nie."(...)
I've no regrets, no tears goodbye
Don't want you back, we'd only cry, again
Say goodbye, again (...)"