czwartek, stycznia 25, 2007

LInia życia

Z Kłodzka do Wałbrzycha jechał kiedyś pociąg, którym podróżowałem co tydzień w jedną i w drugą stronę (w niedzielę o 15.30 do Wałbrzycha , a w piątek o 20.00 do Kłodzka . Linia ta teraz już podobno zlikwidowana (pieprzona rentowność i kapitalizm) jest chyba najpiękniejszą linią kolejową w Polsce. A co tam ! – jest na pewno najpiękniejszą linią kolejową w Polsce. I tą trasę pokonywałem z setkami podobnych mi straceńców dwa razy w tygodniu. Wtedy linia ta nie wydawała mi się jakaś szczególna. Tak jest zawsze, że jak coś się widzi prawie na co dzień to nie robi to wrażenia i tylko czasem kiedy we wrześniu świeciło słońce a pociąg powoli przystawał na stacjach czułem coś nieopisanie pięknego. Wtedy pociąg jechał prawie pusty i można się było napawać widokiem krajobrazów tak teraz brakujących.
W tym pociągu w niedzielę albo czytałem książkę słuchając muzyki z walkmana albo sprawdzałem setki sprawdzianów, które nieopatrznie zrobiłem tydzień wcześniej na praktykach w szkole i musiałem się uporać z ich oceną. Często też „ucinałem bajerę” (jak mawiał wspomniany już Wiciu) z napotkanymi znanymi mi współpasażerami podobnie jak ja jadącymi na studia. Z kolei piątkowy powrót był zwykle jak powrót z wojny stuletniej - po całym tygodniu zajęć, po kilku niezaliczonych kolokwiach czułem się jakbym przegrał z samym Admirałem Nelsonem. I tylko perspektywa weekendu w domu i odpczynku od tego kieratu sprawiała, że chciało mi się jeszcze uśmiechać do kogokolwiek. Do tego bagażu doświadczeń dochodził jeszcze bagaż z rzeczami do wyprania, które wypełniały torbę, w której pewnie zmieściłaby się średniej wielkości armata. Nigdy nie lubiłem plecaków więc taszczyłem tą swoją żółwiową skorupę w jednej ręce, drugą starając się ściszyć muzykę na słuchawkach żeby móc kupić bilet.
Piękne były piątkowe powroty kiedy zbliżało się lato i o dwudziestej nie było już ciemno jak u tego tam w dupie tylko dzień dopiero zbliżał się ku końcowi. Ciepłe powietrze wpadało sobie przez otwarte okno i patrząc na świat zmierzało się ku spokojnym domowym chwilom.
Linia kolejowa z Kłodzka do Wałbrzycha pojawia się w internecie w opisach ludzi i wszyscy są nią zachwyceni. Są na niej wspaniałe dolnośląskie drewniane stacje kolejowe, widok przestronnych pól i coś co powinno być sprzedawane turystom jak najpiękniejsze przeżycia na świecie, a mianowicie mosty. Pociągi często jeżdżą po mostach, ale rzadko jadąc pociągiem można obserwować drzewa z góry, z wysokości kilkunastu metrów. Ten widok jest tak niesamowity, że aż dziwne, że ta trasa nie jest jedną z największych atrakcji turystycznych Polski.

wtorek, stycznia 23, 2007

PORANNY PAPIEROS (NA DOBRY POCZĄTEK)

Zawsze wstawałem ok. 6.15, żeby zdążyć na autobus, który niezupełnie bezszelestnie przenosił mnie ze Szczawna prawie na sam koniec Wałbrzycha do szkoły zwanej dwudziestkątrójką (kiedyś należy się temu przybytkowi niejedna opowieść). To była dziwna podróż młodego nauczyciela. Wychodziłem zaspany ze stancji w Szczawnie i w mrozie (nie wiem dlaczego pamiętam głównie mróz i swoje gigantyczne niewyspanie) zasuwałem na przystanek. Wsiadałem w autobus i zasypiałem budząc się 10-5 minut przed ostatecznym celem swojej podróży czyli przystankiem na Nowym Mieście, z którego szedłem jeszcze jakiś kilometr pod górę do dwudziestkitrójki. Zaraz po wyjściu ze stancji zapalałem papierosa i zaraz po wyjściu z autobusu też zapalałem papierosa. Po drodze kupowałem jeszcze kefir i bułkę. Spóźniając się na lekcję oczyma wyobraźni widziałem swoją udrękę aż do południa kiedy to można było się spokojnie udać na zajęcia do kolegium. Te podróże na pewno byłyb kształcące gdyby nie fakt, że w całości je przesypiałem. Na przedostatnim przystanku czasami wsiadał dyrektor i musiałem się głębiej schować w kurtkę żeby mnie nie widział. A potem jakoś szybko wysiąść, żeby przed nim dotrzeć do szkoły i rozpocząć lekcje.