Mówiła mi starsza kobieta przy stole nakrytym jakąś starodawna makatka. Wynajmowała mi mieszkanie. Hmmm. Przesadziłem. To był pokój na poddaszu z kategorii tych, w których poeci i pisarze kończą swe życie przy okazji kończąc swe wielkie dzieła. Wstawałem tam rano koło siódmej żeby zdążyć na jakiś autobus jadący przez cale miasto do szkoły. W której notabene pracowałem. Spałem w autobusie a jak była zima to czasem przemakały mi buty i przez pierwsze 2 lekcje siedziałem kuląc palce. Kobieta która wynajmowała mi pokój na tym wspaniałym poddaszu kiedyś tam spotkała Bieruta i opowiadała o tym wszystkim lokatorom przede mną i po mnie pewnie tez. A Wałbrzych rozkwitał w swojej górniczej glorii. Wracałem tam wieczorem a właściwie nad ranem zwykle i zastanawiałem się czy przyjdzie kiedyś taki czas ze się wyspie czy tez nie wyspie się nigdy i będę niczym zombie straszył swoim niewyspaniem cala kule ziemska. Przeważnie wracając do tej nory na dachu nabywałem droga kupna jakieś jedzenie i picie i zadekowany z widokiem przez małe okienko na niebo zajadałem to co miałem czytając książki. Moment kiedy wracałem i wiedziałem ze zaraz zacznę czytać książkę jawi mi się jako jedna z piękniejszych rzeczy jakie wtedy mogłem mięć.
W międzyczasie zepsułem antenę do radia czy telewizora, już nie pamiętam, i wyprowadzając się stamtąd obiecałem solennie właścicielce mieszkania, ze jej ta antenę odkupie. Naprawdę w to wierzyłem. Niestety anteny nie odkupiłem nigdy.
I tak skończyła się w moim życiu naiwność wiary we własne słowa.
piątek, grudnia 08, 2006
Bieruta znałam proszę Pana
Wcale nie tak łatwo jest pamiętać
Między innymi dlatego, że takie wspominanie Wałbrzycha powoduje, że chciałoby się trochę pewne wspomnienia podkoloryzować, trochę się w lepszym
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)