Dwunastki to była knajpa w rynku. Był do niej przyklejony sklep muzyczny – jeden z najfajniejszych jakie w życiu widziałem (a może to właśnie knajpa była przyklejona do sklepu – nie pamiętam: jeśli ktoś pamięta jak było proszę o wpis). Dwunastki w Wałbrzychu na początku lat 90 tych to był kosmos zupełny. Można tam było pójść na koncert właściwie każdego czyli przewinęły się przez tę knajpę: T.Love, Kult, Kazik, Lady Pank i cała masa innych. Kult i Kazik gościli tam na stałe. Pamiętam jak przed koncertem Kazika staliśmy stłoczeni przed wejściem. Do knajpy i sklepu muzycznego wchodziło się z dość dużej klatki schodowej starej kamienicy więc tłoczyliśmy się tam przyklejeni prawie do drzwi czekając na otwarcie. W pewnym momencie przez tłum do drzwi zaczął się przedzierać starszy człowiek – prawdopodobnie dozorca tego przybytku. Ktoś rzucił ponad głowami „Miejsce zrobić ! Tata Kazika idzie !”. Innym razem pamiętam jak podczas innego koncertu Kazika śpiewał on jedną ze swoich piosenek, której słowa brzmiały „szłem, szłem, szłem…”. W pewnej chwili ktoś z tłumu mając na względzie poprawność językową artysty krzyknął „Chyba „szedłem””. Kazik rzucił szybko „Sam wiem co robiłem” i kontynuował śpiewanie. Kiedyś po koncercie Lady Pank ustawiliśmy się z Babe w kolejce po autografy. Kiedy już nadeszła nasza kolej i ochroniarz wpuścił kilka osób na zaplecze gdzie zespół dawał autografy podeszliśmy do pierwszego w kolejce Borysewicza z książeczkami reklamowymi sponsora koncertu, na których tylna część okładki była biała i idealnie nadawała się do zebrania podpisów. Artysta Borysewicz zobaczywszy podsunięte książeczki z logo Żywca rozsierdził się okrutnie i zaczął wykrzykiwać coś o braku poszanowania dla artystów i tym, że nie można im (artystom) podsuwać takich gówien do złożenia autografów i zakończył swoją nerwową tyradę stanowczym odmówieniem złożenia swojego podpisu. Reszta artystów-kolegów nerwowego Pana Janka włącznie z Panasewiczem bez problemów dała nam autografy i wyszliśmy rozbawieni postawą Pana Janka z tym, że w drzwiach nasz kolega Mula rzucił jeszcze coś o tym, że jak Pan Janek taki artysta to czemu raczył był wiele lat temu wystawić swój narząd w obecności młodocianej publiczności na koncercie we Wrocławiu. Ochroniarze wywalili nas z zaplecza i spokojnie z kolegą Mulą i Babe udaliśmy się w kierunku baru, żeby zatopić swój śmiech z postawy Artysty Borysewicza w kolejnych kuflach piwa.
Nie wiem czy działają wciąż Dwunastki na wałbrzyskim rynku i czy atmosfera jest tam wciąż dobra więc jeśli ktoś może coś o tym napisać to bardzo proszę.
Towarzyszący Dwunastkom sklep muzyczny wypełniony kasetami magnetofonowymi i płytami CD był miejscem, do którego udawało się albo w celu nabycia najnowszej kasety Edyty Bartosiewicz albo w celu zwyczajnego pooglądania co też fajnego ostatnio wyszło i ile to kosztuje. Zakupiłem tam m.in. płyty Clan of Xymox oraz Cocteau Twins. To było centrum muzyki w Wałbrzychu, na rynku pod numerem 12 i tak to miejsce zapamiętam.
czwartek, lipca 19, 2007
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)