wtorek, stycznia 23, 2007

PORANNY PAPIEROS (NA DOBRY POCZĄTEK)

Zawsze wstawałem ok. 6.15, żeby zdążyć na autobus, który niezupełnie bezszelestnie przenosił mnie ze Szczawna prawie na sam koniec Wałbrzycha do szkoły zwanej dwudziestkątrójką (kiedyś należy się temu przybytkowi niejedna opowieść). To była dziwna podróż młodego nauczyciela. Wychodziłem zaspany ze stancji w Szczawnie i w mrozie (nie wiem dlaczego pamiętam głównie mróz i swoje gigantyczne niewyspanie) zasuwałem na przystanek. Wsiadałem w autobus i zasypiałem budząc się 10-5 minut przed ostatecznym celem swojej podróży czyli przystankiem na Nowym Mieście, z którego szedłem jeszcze jakiś kilometr pod górę do dwudziestkitrójki. Zaraz po wyjściu ze stancji zapalałem papierosa i zaraz po wyjściu z autobusu też zapalałem papierosa. Po drodze kupowałem jeszcze kefir i bułkę. Spóźniając się na lekcję oczyma wyobraźni widziałem swoją udrękę aż do południa kiedy to można było się spokojnie udać na zajęcia do kolegium. Te podróże na pewno byłyb kształcące gdyby nie fakt, że w całości je przesypiałem. Na przedostatnim przystanku czasami wsiadał dyrektor i musiałem się głębiej schować w kurtkę żeby mnie nie widział. A potem jakoś szybko wysiąść, żeby przed nim dotrzeć do szkoły i rozpocząć lekcje.

Brak komentarzy: