Niedaleko Dworca Miasto, w okolicy tyleż dumnej co socjalistycznej bryły Hotelu Sudety była brama. Nic wielkiego: brama z domofonem, a za nią dość podejrzane podwórko. Na bramie wisiała tablica z napisem „Skorpion”. Wtedy w 1994 czy 1995 roku taka nazwa nie kojarzyła się jeszcze z agencją ochrony mienia czy firmą detektywistyczną. Właściwie nie kojarzyła się z niczym ale wtedy w 1994 czy 1995 za tą bramą otwieraną domofonem było miejsce niesamowite. Otóż mieściła się tam wypożyczalnia płyt CD. W czasach obecnych kiedy plyta przestała mieć wartość i zastąpił ją Wielki Plik MP3 jest nie do uwierzenia, że wtedy istniało coś takiego jak wypożyczalnia płyt.
Wypożyczalnię prowadził człowiek magiczny i niesamowity. Nie pamiętam czy nazywaliśmy Go Skorpionem, ale myślę, że tak było. Człowiek ten posiadał jedną rekę i ogromną, imponującą nam wiedzę muzyczną. Myślę, że w innych okolicznościach to właśnie Pan Skorpion mógłby pracować jako dziennikarz w radiowej Trójce, a Wojciech Mann prowadziłby wypożyczalnię płyt CD.
Zwykle wejście do królestwa płyt CD wyglądało tak, że naciskało się przycisk domofonu na bramie i za chwilę brzęczenie zwiastowało, że można już wejść do tej świątyni muzyki. Wchodziło się więc z płytą, której słuchało się przez ostatnią dobę lub przez cały weekend i szukało się nowych wrażeń muzycznych. W świecie bez mp3, bez ripowania płyt, bez gigabajtów muzyki na kązdym dysku, wypożyczalnia była miejscem, w którym szukało się nowej muzyki albo wypożyczało się płytę, którą do tej pory słuchało się przez lata jedynie z ciągnącej się taśmy magnetofonowej.
Po oddaniu dzień wcześniej wypożyczonej i przesłuchanej płyty albo brało się coś wcześniej wymyślonego (np. jakiś dawny album Clan of Xymox) albo szukało się inspiracji w kartonowym pudle stojącym na ladzie (prawie czuję teraz zapach pomalowanej czerwoną farbą lady). Czasem znajdowało się coś co zainteresowało, kiedy indziej prosiło się o jakieś pomysły samego Pana Skorpiona. I tutaj nasz bohater był niezrównany gdyż zawsze kiedy chciało się, żeby coś polecił ze swego przepastnego archiwum słyszało się z jego ust: „Bodzio Hity ! Brać, brać !”. W tym zawołaniu dawała znać radosna natura Skorpiona. Chodzi o to, że z wypożyczalni korzystały dwie główne grupy osobników. Jedni z nich to byli tacy straceńcy jak my z Mesje, którzy przyłazili tam wypożyczyć 2-3 płyty w tygodniu, żeby się później nimi podniecać pijąc kefir i patrząc w sufit. I na takich Skorpion, powiedzmy sobie szczerze, nie zarabiał. Drugą grupą osobników wciskających przycisk na bramie byli natomiast prowadzący dyskoteki w okolicznych wioskach i Ci dawali Skorpionowi zarobić wypożyczając w piątkowe wieczory 10-20 płyt na raz (gdzież tam nasz detal przy takich hurtownikach). Pośród tych płyt były niewątpliwe hity w postaci składanek „Bodzio Hity” w wykonaniu Smolenia Bohdana, dawnego kabareciarza z Kabaretu Tey, który w czasach prosperity wypożyczalni Skorpion trudnił się nagrywaniem biesiadnych piosenek do natychmiastowego wykorzystania podczas przytupywania w klepisko wiejskiej dyskoteki. Skorpion, u którego wypożyczaliśmy takie „hity” jak Xymox czy Cocteau Twins swoim zawołaniem śmiał się dobrodusznie z nas - wałbrzyskich romantyków, którzy co prawda nie zapewniali mu bytu, ale za to „rozwijali się kulturalnie”. Przy okrzyku Skorpion lubił wymachiwać płytą w.w. Bodzia i razem już patrzyliśmy się na siebie z radością. c.d.n.
wtorek, marca 06, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz