Teatralna to nie była zwykła knajpa. To było kilkadziesiąt metrów kwadratowych, na których spędzało się czas. Tam się piło, jadło, poznawało ludzi, rozmawiało o głupstwach i rzeczach ważnych, siedziało do nocy. Teatralna była kolejnym niezwykle ważnym miejscem w Wałbrzychu, bez którego nie byłoby ani Wałbrzycha ani wielu ważnych wydarzeń. Niekoniecznie kulturalnych.
Nie pamiętam kiedy poznałem Teatralną po raz pierwszy, ale właściwie od razu okazała się miejscem gdzie chce się spędzać wieczory i chce się tracić swój cenny czas i niewielkie pieniądze.
Kojarzy mi się na przykład z tym, że kiedyś wydałem tam w poniedziałek wszystkie pieniądze jakie miałem na cały tydzień na wyżywienie. Pamiętam tę chwilę gdzieś tak pod koniec zabawy w środku nocy kiedy uświadomiłem sobie, że przez resztę tygodnia będę musiał korzystać z zasobów gastronomicznych Newmana lub Benka, z którymi dzieliłem pokój w internacie na Ogrodowej. A niestety Newman nie miał zbyt bogatej lodówki, a Benek z kolei preferował wegetarianizm co wiązało się z tym, że jedynym pożywieniem jakie można mu było podebrać była zielona sałata i masło.
W Teatralnej zostałem pewnego razu poddany degustacji „drinka” o nazwie U-Boot, którego działanie jest dokładnie takie jak nazwa. Siedziałem sącząc piwo. W pewnym momencie nieoceniony kompan Mula zamówiwszy kilka małych kieliszków wódki jeden z nich sprawnym i zdecydowanym ruchem wrzucił do mojej szklanki w piwem wołając „U-Boot”. Spodziewałem się, że w wyniku wzbogacenia piwa czystą wódką nie powstanie bynajmniej lekki hawajski drinki, ale dalej powoli sączyłem piwo. Przybrało dość słodki smak i cały napój szybko wprowadził mnie w nastrój mocno zabawowy.
Pamiętam dokładnie smak serwowanych tam pierogów ruskich. W karcie był również bigos zwany przez nas „bidżisem”.
W Teatralnej siedziało się zwykle do nocy gadając i obserwując wychodzących po spektaklu aktorów i aktorki.
Twarze jakie kojarzą mi się najbardziej z tym miejscem to: Mula, Misiek i Lechu.
Kiedyś nawet zagrałem na deskach teatru. Brałem udział w przedstawieniu zorganizowanym i reżyserowanym przez naszego litewskiego Amerykanina z kolegium: Richarda. Po przesłuchaniach wstępnych okazało się, że dostałem rolę protagonisty czyli najważniejszego bohatera w sztuce. Muszę jednak uczciwie wyjaśnić, że rola protagonisty w tym przedstawieniu Becketta ograniczała się do stania na krześle przez cały czas i podniesieniu głowy na koniec.
Nie pamiętam czy przedstawienie spotkało się jakimkolwiek zainteresowaniem ani czy oglądało je 8 czy 100 osób. Ale mogę powiedzieć, że w wałbrzyskim teatrze nie tylko konsumowałem, ale i też grałem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
I chyba Richard chciał żebym do tego przedstawienia jakąś scenografie a;bo grafikę, plakat wysmażył - jazaś jak to ja wtedy - coś tam wymamrotałem, coś bąknąłem i poszedłem spać do akademika na Andersa.
Prześlij komentarz