piątek, września 28, 2007

Radio Wałbrzych nadaje

Przez jakiś bardzo niedługi czas pracowałem w Radiu Wałbrzych. Może to za dużo powiedziane, że pracowałem bo w końcu nie zdecydowałem się na podpisanie umowy i wybrałem eksplorowanie kanadyjskich sklepów muzycznych i pubów.
Był rok 1995. Moja koleżanka pracowała wtedy w Radiu Wałbrzych jako prezenterka newsów więc poleciła mnie komuś tam i przyszedłem. Test wypadł raczej fatalnie, ale w końcu zostałem przyjęty na coś w rodzaju okresu próbnego. Przychodziłem do radia i prowadziłem programy. Czasem były to programy popołudniowe, czasem poranne, a czasem prowadziłem programy również w nocy.
Było to coś wspaniałego gdyż mogłem puszczać ulubioną muzykę i produkować się do mikrofonu. Po krótkim przeszkoleniu załapałem w końcu jak gadać do mikrofonu, zmieniać jednocześnie płytę, a w międzyczasie nastawiać na komputerze kolejny blok reklamowy. Było świetnie.
Kiedyś prowadziliśmy z innym prezenterem program popołudniowy i na tapetę jako temat programu wzięliśmy jakieś zatrzymanie przez policję uczniów z jednej ze szkół czy coś takiego. W każdym razie z udziałem policji. Gadamy, gadamy, puszczamy muzykę i nagle dzwoni telefon. Ktoś chce rozmawiać ze mną. Biorę słuchawkę i ktoś mówi, że dzwoni z Prokuratury i, że jestem wezwany na przesłuchanie. Dość mocno spanikowałem o po odłożeniu słuchawki nie mogłem dojść do siebie. Na szczęście za kilka minut telefon zadzwonił znowu i okazało się, że to kolega robi mi kawał. Ale co się zestrachałem do moje.
Świetne było prowadzenie programu od północy do szóstej rano. W studiu i w całym radiu cisza, leci sobie muzyka, którą lubię, po włączeniu płytki mogłem wyskoczyć na szybkiego papierosa na korytarz.
Pamiętam to uczucie, że wydaje mi się, że słuchają mnie tysiące ludzi, a jednocześnie zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że być może jedynym słuchaczem mojego wiekopomnego programu jest niewyspany górnik, który właśnie je śniadanie przed wyjściem na szychtę.
Był taki tydzień kiedy przez 2 dni musiałem chodzić do pracy na 7.15, później były zajęcia na kolegium, od popołudnia do późnego wieczora zajęcia w grupach rozrywkowych czyli siedzenie w Paradajsie, przed północą jakaś godzina snu, a już o wpół do dwunastej w nocy siedziałem w autobusie zmierzającym do radia. Rano o szóstej koniec dyżury i na 7.15 znowu do pracy. Z tego co pamiętam to wytrzymałem tak tydzień, ale zupełnie nie wiem jak.

Brak komentarzy: