"...Nie weźmie Orient Express wszystkich nas
Nie każdy siądzie w barze Paradise
I spojrzy przez różowo-żółte szkło
Nie każdy z nas tam będzie - no i co?..."
Nie każdy siądzie w barze Paradise
I spojrzy przez różowo-żółte szkło
Nie każdy z nas tam będzie - no i co?..."
Nie byłem ani wtedy, ani dziś nie jestem (raut czy co tam innego z okazji otwarcia nowego lokalu na "Pietrynie" to dla mnie męka i strata trudna do powetowania!) , bywalcem knajp, hoteli i podobnych lokali. Jednak na tych kilka miesięcy w Szczawnie, również za sprawą Pawła pojawił się przynajmniej w jednej knajpce tamtejszej prawdziwy bon vivant - Mesje.
O tej jednej, wyjątkowej bo naszej- mojej i Pawła knajpie, choć nie jedynej, słów wiele pojawi się w części drugiej .
Moich wizyt w lokalach gastronomicznych i podobnych im w trakcie mego pobytu sześcioletniego w Wałbrzychu i okolicach było naprawdę niewiele. Tym milej wspominam te które miały miejsce i które pamiętam.
Bar w Szczawnie - tuż przy pętli "piątki" - na samym początku deptaka w dół uzdrowiska - to moja ukochana pierogarnia. Pierwszy raz zawitałem w progi tego lokalu - by zjeść pierogi z Marcinem "Milą". Do dziś pamiętam- nalitość boską dlaczego? - że znamienity mój kolega zamówił był podówczas jakiegoś "dewolaja" i - co przykuło moją uwagę jako że za tym warzywem wtenczas nie przepadałem- surówkę z selera. Od tamtego dnia bar na skrzyżowaniu stał się moją ulubioną jadłodajnią - pierogi przetykałem "dewolajami" całość uzupełniając szklankową herbatą.
Żadnych ekscesów, żadnych imprez- te gorące pierogi i wystrój lokalu - prawdziwie gastronomicznego dokładnie tak jak gastronomiczne i astronomicznie gastryczne były bary mleczne do lat 80-tych - pozostaną ze mną na zawsze a na pewno dziś wciąż ciepło wspominam te chwile zaspokojonego łaknienia i pragnienia. Daleko od domu rodzinnego - pełen troski o następne miesiące - właśnie w tym barze otrzymywałem - za skromną opłatą - prawie matczyne ciepło i strawę.
"...A jednak czasem, gdy nadejdzie zmrok
Tancerki od Degas znów mi się śnią
W baletkach białych nad dachami miast
Tańczące i nucące pośród gwiazd..."
W baletkach białych nad dachami miast
Tańczące i nucące pośród gwiazd..."
Hotel "Szuwarek" albo może "U Szuwarka".
Mieszkając zupełnie niedaleko zachodziłem dość często do tego hoteliku by skorzystać z tamtejszego telefonu w recepcji. W czasach przedkomórkowych i kiedy powieszenie przez telekomunikację nowego automatu telefonicznego było newsem na pierwszą stronę lokalnej prasy - telefon w recepcji hotelu "Szuwarek" był jednym z niewielu w promieniu wieluset metrów dostępnym dla spragnionego rozmów z bliskimi.
Ten hotelik zapmiętam nie tylko ze względu na telefon. Ileż razy prosząc o umożliwienie rozmowy , spłoszony rozglądałem się wokół dostrzegając co rusz dość zastanawiające typy ludzkie.
Panie za kontuarem - nadzwyczaj uprzejme - oraz czasami siedzące przy barze - przyzwyczajone do mojej obecnośći - prowadziły swobodne rozmowy z których zacząłęm -przynajmniej w przypadku jednej czy dwóch (bo przeciez nawet dziś po latach w tym w zasadzie anonimowo prowdzonym blogu nie zamierzam urazić pracujących tam i wtedy i dziś z pewnością uczciwych i porządnych w znakomitej większości osób!)- domyślać się przyczyn ich obecności w tym miejscu.
Moje ewentualne wątpliwośći rozwiały się gdy pewnego dnia z góry hoteliku , po schodach, stoczyła się pewna madame przyodziana w swego rodzaju peniuar a może dres paskowany - nie pomnę choć można zarzucić mi że różnica w obu strojach jest dość zasadnicza - zupełnie pozostająca pod przemożnym "wpływem" , która to dama dopadła mnie pełzając po wykładzinach pomieszczenia i bełkocząc coś w języku - choć nie przysięgnę - różnym od polskiego choć słowiańskim. Po chwili została szybko "przechwycona" przez panią zza kontuaru która wnet wezwała jakiegoś postawnego osobnika o aparycji nie pozostawiającej wątpliwości co do jego imienia. Wyjaśniam że mam na myśli imię piękne tyleż, co dziś niedwuznacznie dwuznaczne i nieszczęśliwie zepsute choć jakże niesłusznie, a mianowicie imię męskie zdecydowanie - Alfons. (opisanej tu pani z pewnością nie obrażę - spadła ze schodów w stanie upojenia bez wątpienia - czy piła akurat dekadencki absynt nie wiem ale spowijała ją raczej aura bałaganu niż art nouveau)
Po tych wydarzeniach nie pamiętam bym długo korzystał jeszcze z telefonu w tym jakże czarownym miejscu.
Jakiś czas pózniej zostałem uświadomiony w materii "Szuwarka" przez jednego z mieszkańców Szczawna - być może któregoś z taksówkarzy - że jest ( a w zasadzie BYŁO) to miejsce upatrzone przez - jak to się mój informator wyraził - "ruską mafię".
Czy to prawda czy nie -nie wiem - dość mi było tych atrakcji iście rodem z Las Vegas Dolnego Śląska.
Dzwonić zacząłem z odleglejszego automatu - naprzeciw poczty szczawieńskiej.
Czy któraś z pań uroniła choć jedną łzę za kręconym chudzielcem w czarnej polarce...?
"...Znikają w mroku nad dachami miast
Tancerki od Degas gdzieś pośród gwiazd
I słyszę coś, tak jakby gorzki śmiech
A ludzie wokół mówią: "a to pech" ..."
Tancerki od Degas gdzieś pośród gwiazd
I słyszę coś, tak jakby gorzki śmiech
A ludzie wokół mówią: "a to pech" ..."
Pragnę wyjaśnić , że skojarzenie opisanych tu miejsc z tekstem piosenki tej a nie innej wydaje się być i słusznie szalenie odległe - jak zawsze przecież - jest to pośrednie nawiązanie do ulotnych emocji jakie towarzyszą mi gdy wspominam te chwile i gdy słucham tejże piosenki.
Panie w "Szuwarku" to nie żadne tancerki, tym bardziej z obrazów Degas, piosenka Kapitana Nemo to nie cykl "Gnossienne" Erika Satie by ilustrować nią z kolei malarstwo francuskiego impresjonisty, zaś pojawiające się w tekście moich wspomnień Las Vegas nie należy w żadnym wypadku zestawiać z nazwiskiem pana Degas! :-)
Wspomnienia, piosenka, obrazy wzajemnie się przenikające w onirycznej impresji spisanej o godzinie 1 minut 38 nad ranem.
Panie w "Szuwarku" to nie żadne tancerki, tym bardziej z obrazów Degas, piosenka Kapitana Nemo to nie cykl "Gnossienne" Erika Satie by ilustrować nią z kolei malarstwo francuskiego impresjonisty, zaś pojawiające się w tekście moich wspomnień Las Vegas nie należy w żadnym wypadku zestawiać z nazwiskiem pana Degas! :-)
Wspomnienia, piosenka, obrazy wzajemnie się przenikające w onirycznej impresji spisanej o godzinie 1 minut 38 nad ranem.
cytaty wykorzystane w tekście
pochodzą z piosenki autorstwa
B. Gajkowskiego (Kapitana Nemo)
"Bar Paradise"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz