czwartek, lipca 19, 2007

Dwunastki

Dwunastki to była knajpa w rynku. Był do niej przyklejony sklep muzyczny – jeden z najfajniejszych jakie w życiu widziałem (a może to właśnie knajpa była przyklejona do sklepu – nie pamiętam: jeśli ktoś pamięta jak było proszę o wpis). Dwunastki w Wałbrzychu na początku lat 90 tych to był kosmos zupełny. Można tam było pójść na koncert właściwie każdego czyli przewinęły się przez tę knajpę: T.Love, Kult, Kazik, Lady Pank i cała masa innych. Kult i Kazik gościli tam na stałe. Pamiętam jak przed koncertem Kazika staliśmy stłoczeni przed wejściem. Do knajpy i sklepu muzycznego wchodziło się z dość dużej klatki schodowej starej kamienicy więc tłoczyliśmy się tam przyklejeni prawie do drzwi czekając na otwarcie. W pewnym momencie przez tłum do drzwi zaczął się przedzierać starszy człowiek – prawdopodobnie dozorca tego przybytku. Ktoś rzucił ponad głowami „Miejsce zrobić ! Tata Kazika idzie !”. Innym razem pamiętam jak podczas innego koncertu Kazika śpiewał on jedną ze swoich piosenek, której słowa brzmiały „szłem, szłem, szłem…”. W pewnej chwili ktoś z tłumu mając na względzie poprawność językową artysty krzyknął „Chyba „szedłem””. Kazik rzucił szybko „Sam wiem co robiłem” i kontynuował śpiewanie. Kiedyś po koncercie Lady Pank ustawiliśmy się z Babe w kolejce po autografy. Kiedy już nadeszła nasza kolej i ochroniarz wpuścił kilka osób na zaplecze gdzie zespół dawał autografy podeszliśmy do pierwszego w kolejce Borysewicza z książeczkami reklamowymi sponsora koncertu, na których tylna część okładki była biała i idealnie nadawała się do zebrania podpisów. Artysta Borysewicz zobaczywszy podsunięte książeczki z logo Żywca rozsierdził się okrutnie i zaczął wykrzykiwać coś o braku poszanowania dla artystów i tym, że nie można im (artystom) podsuwać takich gówien do złożenia autografów i zakończył swoją nerwową tyradę stanowczym odmówieniem złożenia swojego podpisu. Reszta artystów-kolegów nerwowego Pana Janka włącznie z Panasewiczem bez problemów dała nam autografy i wyszliśmy rozbawieni postawą Pana Janka z tym, że w drzwiach nasz kolega Mula rzucił jeszcze coś o tym, że jak Pan Janek taki artysta to czemu raczył był wiele lat temu wystawić swój narząd w obecności młodocianej publiczności na koncercie we Wrocławiu. Ochroniarze wywalili nas z zaplecza i spokojnie z kolegą Mulą i Babe udaliśmy się w kierunku baru, żeby zatopić swój śmiech z postawy Artysty Borysewicza w kolejnych kuflach piwa.
Nie wiem czy działają wciąż Dwunastki na wałbrzyskim rynku i czy atmosfera jest tam wciąż dobra więc jeśli ktoś może coś o tym napisać to bardzo proszę.
Towarzyszący Dwunastkom sklep muzyczny wypełniony kasetami magnetofonowymi i płytami CD był miejscem, do którego udawało się albo w celu nabycia najnowszej kasety Edyty Bartosiewicz albo w celu zwyczajnego pooglądania co też fajnego ostatnio wyszło i ile to kosztuje. Zakupiłem tam m.in. płyty Clan of Xymox oraz Cocteau Twins. To było centrum muzyki w Wałbrzychu, na rynku pod numerem 12 i tak to miejsce zapamiętam.

4 komentarze:

Pirx pisze...

Kupiłeś tam też chyba Johna Foxxa - chyba "the Garden" którego zazdrościłem i zasłuchiwałem sie w jego sidikowej jakości! :-)

Anonimowy pisze...

W sklepie za lada stal Grzechu dlugie ciemne wlosy. Maniak muzyczny, zaopatrzeniowiec sklepu, on decydowal o reperturze. Prawdziwa encyklopedia muzyczna wbil mi do glowy szacunek do jazzu.
Byla tez Marta ladna usmiechnieta " sprzedawczyni " starala sie jak umiala i chwala jej za to.
Byl tez drugi facet grubianin na niczy sie nie znal co on tam wogle robi? he he,( Wlasciciel ) A na imie ma Slawoj - Diabel go nazywali, cos tam wiedzial ale nie za duzo.

Dunastki byly przklejone do sklepu bo sklep byl pierwszy.
Wlascicielami pubu byli Lechu i Jarek, a ten starszy pan to nie dozorca tylko ich ojciec, pomagal im. Byla tez pani Stasia- jak pamietasz- mama miala oko na wszystko.
Za barem Dorota i Magda.
Na bramce Pszczola, Papuga, Smoku i nie pamientam kto jeszcze. Koncerciki byly odjazdowe chlopaki w tej budzie stworzyli tam calkiem niezla atmosferke.
Grali tam tez Renata Przemyk, Krzysztof Scieranski, Janerka, VooVoo no i Siwy z Defektem Muzgu, Nawet Budka Suflera miala grac ale cos tam nie wyszlo.
Tak tak atmosferka byla calkiem.

Knajpa jeszcze istnieje zeszla do podziemia -doslownie- jest teraz w piwnicy. Koncertow juz nie ma szkoda.
A w sklepie jest restauracja chinska chyba.
Grzechu mieszka we Wroclawiu, a ten drugi mieszka razem z Marta w Chicago.

Bardzo Ci dziekuje za te pare slow ktore napisales o tym miejscu. No no " Centrum muzyki w Walbrzychu " alez to mile, bardzo mile czytac ze to co zrobilismy podobalo sie, Sklep nazywal sie Music Box.

Pozdrowieania z Chicago Slawoj.

Patrick pisze...

Slawoj !
To Ty byles wlascicielem tego miejsca na Ziemi !!??
Chyle czola. I sle pozdrowienia do Was do Chicago.
Ten Twoj wpis to jak list z przeszlosci. A Music Box to takie miejsce, ktore wciaz gdzies tam jest w srodku mnie i caly czas slysze muzyke, ktora tam graliscie, czuje ten klimat i widze te plyty, kasety i kolesia siedzacego za lada.
Dzieki.

Anonimowy pisze...

a było tak-
http://picasaweb.google.com/SzmajJaroslaw/Klub12WABRZYCHDwunastki