wtorek, lutego 27, 2007

MAPLE DREAMS

Mieszkaliśmy z Tubularkiem na Klonowej. W pięknym domu pośród szczawieńskich drzew. Kilkaset metrów od ronda z przystankiem, z którego odjeżdżało się do Wałbrzycha i na który wracało się przeważnie późno w nocy żeby choć na kilka godzin złożyć się do łóżka i odpocząć po nauce, po zabawie. To była stancja, która została w nas, w naszych duszach i myślach na zawsze. Możemy wyjechać do największych miast na świecie, możemy zamawiać taksówki w najbardziej dziwacznych dzielnicach wielkich miast tego świata, ale te kilkadziesiąt metrów kwadratowych z dwoma pokojami i łazienką w tzw. przyziemiu tego domu zawsze przypomni nam, że kiedyś zależało nam na tym, żeby Cocteau Twins wydali kolejną płytę. Że kiedyś jechaliśmy pół godziny autobusem żeby oddać jeden kompakt i wypożyczyć drugi w przybytku muzyki „Skorpion”. Otóż ta stancja na Klonowej była takim miejscem, które wtedy pomimo nadchodzących depresji, rodzących się euforii i zwykłych dni kiedy chciało się wyć, wydawało nam się magiczne. Bo było magiczne. Tam słuchaliśmy „Milk & Kisses”, tam paliliśmy papierosy po 10 kilometrowym biegu, tam rozmawialiśmy o naszych życiach i tam też kłóciliśmy się na śmierć i życie. Z przodu domu wchodziło się korytarzem po schodach żeby za chwilę zejść prawie do piwnicy mieszczącej się jednak na poziomie ogrodu. Czasami wychodziliśmy tylnym wyjściem balkonowym od razu do ogrodu i okrążąjąc dom spieszyliśmy się na autobus. A latem niekiedy wyciągaliśmy fotele na dwór i chłonęliśmy wiosnę patrząc na drzewa w ogrodzie.
W tym magicznym miejscu przeżywaliśmy swoje największe wzloty.

1 komentarz:

Pirx pisze...

Klonowe sny nie pozwalają usnąć przez przynajmniej jedną noc w roku...