Bieg ze Szczawna Zdroju do Strugi i z powrotem stał się wręcz rytuałem od kiedy zamieszkałem juz pod koniec mojej wałbrzyskiej przygody w "Sasance" przy Kolejowej 27. Trucht zaczynał się na pętli 14-stki, tuż obok sklepu. później pod wiaduktem i w prawo- trasa wiodła od razu ostro pod górkę i już na początku miało się dość, w miarę pokonywanych metrów droga stawała się mniej stroma aby tuż przed pomnikem Ułanów Nadwiślańskich , którzy to za Napolijona tu zaznaczyli swą obecność, zupełnie stać się płaską. Na tym płaskim odcinku - w najwyższym punkcie pętli biegu- zdyszany pierwszym wysiłkiem nagradzany byłem co wieczór wspaniałym widokiem - na prawo od drogi- szykującego się do snu , rozświetlonego tysiącami światełek monstrualnego osiedla "Podzamcze", na wprost zaś panoramą wyłaniającego się coraz bardziej grzbietu Trójgarbu, tudzież malowniczej, spowitej mgłami i dymem snujacymi się w chłodniejącym powietrzu doliny Strugi.
Czerwona gleba okolicznych pól w zapadającym zmierzchu wciąż wyraźnie jeszcze malowniczo komponowała się z czerniejącą złotą poświatą zachodzącego Słońca tuż na wprost biegnącego.
Nagły spadek drogi w dół i ponad kilometrowy rozluźniający bieg to nagroda po wcześniejszym podejściu i przedsmak póżniejszego biegu dnem doliny i następującego po nim żmudnego dźwignięcia się skłonem ku Szczawnu na powrót.
Każdy haust powietrza w płuca przywoływał uśmiech, szczęscie i przyjemność życia w takim biegu , właśnie na tej trasie po dziś dzień pozostają jedenym z najmilszych wspomnień w moim życiu.
Biegi samotne i te z innymi - z Niesymetrycznym - Arturem , który to człowiek pierwszy wyciągnął mnie na tą trasę, i jeszcze jednym gościem , którego niestety imienia nie pomnę - wytrawnym biegaczem tak nadającym tempo całego biegu, że zziajany i przerażony wykręciłem wówczas swój najlepszy tam czas- zdumiewające zdaje się 22 minuty.
Bieg z Pawłem - marudzącym i przystającym co rusz. Bieg z Herrami, Hasbongami - Białym i Czarnym - moimi germanistycznymi room-mates .
Biegi w nocy i nad ranem. I nawet bieg na kacu- kiedy to badałem możliwość leczenia tej przykrej dolegliwości za pomocą intensywnego wysiłku fizycznego, co warto zaznaczyć - z mizernym rezultatem.
Tryumfalne powroty pod sklepik na pętli autobusowej i przypieczętowanie kolejnego cudownego dnia pod Chełmcem.
Niezrealizowany zakład z chłopakami z 1-szego liceum o to kto szybciej przebiegne dystans pętelki do Strugi...
Zapach wiosny z pól ponad Strugą. Stara linia kolejowa z Podzamcza ku zboczom Chełmca.
24 lata na karku i stare beznadziejne "cichobiegi". Tyle szczęścia.
I herbata pita po biegu i bajera z Piotrkiem i Mariuszem w pokoju.
środa, listopada 01, 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Człowieku! jesteś wielki! właśnie mnie ostro zadziwiłeś wspaniałym wyczuciem poetyckości z jaką opisujesz swoje miasto Wałbrzych. Powiem ci że gdy kilka dobrych lat temu ja zaczynałem opiewać ten mroczny miejscami, uroczy kawałek wałbrzyskiej ziemi, nie sądziłem że doczekam chwili gdy spotkam równie oddanego piewcę.
Jestem dumny z tego że w mieście tym są ludzie którzy odczuwają prawdziwie nie bacząc na pokrętne często otoczenie szyderców. Przeczytałem twoje najnowsze wpisy i jestem szczerze zachwycony faktem tego odkrycia.
Jeśli to możliwe prosiłbym cię o kontakt na gg:1092570 chciałbym ci coś zademonstrować i opowiedzieć o drodze mojej twórczości gdzie powstawały poezje o tym mieście, gdzie zaczeły się pierwsze prace graficzne...
Niebawem mam nadzieję znów prowadzić swój wernisaż w WOK'u na Piaskowej górze i Białym kamieniu, myślę że mógłbyś się także zrealizować i nasycić mnie tak długo wyczekiwaną inspirującą energią.
Pozdrawiam.
Oskar
Prześlij komentarz